Prof. Sebastian Szmit: „Kardiolog powinien być blisko onkologa. Chcę budować mosty”

11 sierpnia 2026 / Kardioonkologia, Kardioonkologia

Prof. Sebastian Szmit: „Kardiolog powinien być blisko onkologa. Chcę budować mosty”

Katarzyna Pinkosz

Kardioonkologia rozwija się dziś niezwykle dynamicznie, a jednym z jej największych wyzwań jest bezpieczne stosowanie coraz skuteczniejszych terapii przeciwnowotworowych. "Chciałbym budować pomost między kardiologami, onkologami i hematologami, żeby w wielu miejscach powstały takie struktury jak w Narodowym Instytucie Onkologii, gdzie kardiolog jest blisko onkologa" – mówi prof. Sebastian Szmit, wybrany do władz Rady Kardioonkologii Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego na kadencję 2026–2028. Polska ma szansę odegrać ważną rolę w rozwoju tej dziedziny.

Niedawno został Pan wybrany do władz Rady Kardioonkologii Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego na kadencję 2026–2028 – jako pierwsza osoba z Polski i zarazem Europy Środkowo-Wschodniej. To sukces Pana, jak i polskiej kardioonkologii. Jak ocenia Pan rozwój tej dziedziny w ostatnich latach?

Ta dziedzina bardzo dynamicznie się zmienia, mocno rośnie też zainteresowanie kardioonkologią. Rada Kardioonkologii Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego powstała w 2018 roku, a obecnie liczy już ponad 4 tys. członków. Odbyły się już dwa europejskie kongresy kardioonkologii: w ubiegłym roku we Florencji, a w tym roku w Wiedniu – na obydwa przyjechało ponad 800 osób, reprezentowanych było ponad 70 krajów – nie tylko z Europy. Mamy swoje czasopismo: European Heart Journal – Cardio-Oncology”, którego pierwszym redaktorem naczelnym został prof. Thomas H. Marwick z Baker Heart and Diabetes Institute w Melbourne w Australii. Czasopismo rozpoczęło działalność w czerwcu 2026 r.

Cieszę się, że kardioonkologią coraz bardziej interesują się młodzi naukowcy – około 40 proc. osób zapisanych do Rady Kardioonkologii ESC to osoby poniżej 40. roku życia. Mamy system certyfikacyjny, do którego przystępują młodzi ludzie i zdają egzamin testowy pod patronatem ESC. Pierwsza edycja odbyła się w grudniu 2025 roku, w tym roku będzie druga. W strukturach Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego jest to obecnie jedna z najbardziej dynamicznie rozwijających się sekcji.

Na całym świecie coraz więcej prowadzonych jest badań naukowych dotyczących kardioonkologii. Niektórzy mówią, że kardioonkologia jest nową dziedziną medycyny. Ja bym powiedział – nie tyle nową, ile innowacyjną. Słowo „kardioonkologia” w literaturze medycznej funkcjonuje od 1996 roku, natomiast w ostatnim czasie ta dziedzina nabrała ogromnego rozpędu.

W czerwcu odbył się kongres ESC Cardio-Oncology w Wiedniu. Które z doniesień naukowych i dyskusji uważa Pan za najważniejsze, najbardziej przełomowe?

Długo będę pamiętał sesję, w której miałem zaszczyt wystąpić – wspólną z Europejskim Towarzystwem Hematologicznym. Dyskusja pokazała, jak wielu mamy wspólnych pacjentów i jak wiele wyzwań przed nami. Coraz starsza populacja zapada na nowotwory hematologiczne, często są to osoby mające jednocześnie choroby serca. Dysponujemy nowoczesną diagnostyką, chcemy przewidywać zagrożenie chorobami sercowo-naczyniowymi, a także zdarzeniami zakrzepowo-zatorowymi, które są częste w onkologii. Chcemy im zapobiegać, ale też optymalnie je leczyć.

Bardzo ciekawa była też sesja dotycząca raka prostaty, którą prowadziłem. To bardzo specyficzny nowotwór, często dotykający starszych mężczyzn mających jednocześnie choroby sercowo-naczyniowe. Dysponujemy całą gamą leków. Już w pierwszej linii leczenia, czyli przy zastosowaniu deprywacji androgenowej mamy możliwość wyboru między agonistą a antagonistą receptora dla gonadoliberyny (GnRH). W kolejnych liniach leczenia dysponujemy nowoczesną hormonoterapią tj. inhibitorami szlaku receptora androgenowego. Mamy do dyspozycji cztery leki z tej grupy: octan abirateronu, enzalutamid, apalutamid i darolutamid – różnią się one profilem bezpieczeństwa metabolicznego. Obecnie dyskutujemy, jak wpływają one na układ sercowo-naczyniowy i jak minimalizować to ryzyko. Wiemy, że lecząc dobrze nadciśnienie tętnicze, hipercholesterolemię, cukrzycę, również możemy redukować ryzyko sercowo-naczyniowe.

Bardzo ciekawe były sesje dotyczące doniesień naukowych. Występowałem w sesji dotyczącej immunoterapii, prezentowałem nasze doniesienie z Narodowego Instytutu Onkologii pokazujące, że biomarkery kardiologiczne, takie jak troponina i NT-proBNP, bardzo istotnie pomagają nam przewidywać rokowanie u chorych leczonych immunoterapią. Mamy coraz więcej pacjentów z różnymi nowotworami, którzy są leczeni immunoterapią. Okazuje się, że proste biomarkery kardiologiczne mogą pomóc przewidywać zarówno całkowity czas przeżycia, jak i czas do niepowodzenia leczenia, a także wskazywać na ryzyko wystąpienia toksyczności kardiologicznej, która w niektórych przypadkach staje się przyczyną przerwania immunoterapii.

Immunoterapia jest stosowana coraz częściej w nowotworach, może jednak powodować działania niepożądane. Jakie są najczęstsze, jeśli chodzi o układ sercowo-naczyniowy?

Immunoterapia to forma leczenia, która przykuwa uwagę wielu badaczy. Bardzo ważnym aspektem jest przewidywanie wystąpienia zapalenia mięśnia sercowego, które zdarza się podczas takiego leczenia. Może przebiegać bardzo gwałtownie, ale bywa też, że przebieg jest skąpoobjawowy, a nawet bezobjawowy. W przypadku gwałtownego przebiegu chodzi o to, żeby pacjenta uratować przed zgonem. Ważna jest dyskusja na temat markerów przewidujących zgon sercowy, a także na temat optymalnego leczenia – jaka powinna być dawka kortykosterydów, jak długo je stosować.

W przypadku drugiej grupy chorych, u których nie mamy objawów klinicznych lub są one niewielkie, ale pojawia się np. wzrost troponiny, zastanawiamy się, jak to interpretować z korzyścią dla pacjenta. Czy zawsze musimy przerwać stosowanie immunoterapii, a jeśli to zrobimy, to czy możemy później do niej wrócić? Jak monitorować chorych? Toczy się wiele badań naukowych na ten temat. Obecnie wiemy, że jeśli następuje bardzo gwałtowny wzrost stężenia troponiny i towarzyszą temu zmiany w EKG i nieprawidłowości w badaniu echokardiograficznym, to pacjent jest zagrożony zgonem sercowo-naczyniowym. Jeżeli natomiast te wzrosty są niewielkie i nie towarzyszą im inne objawy kliniczne, to pacjent jest raczej bezpieczny. Nie zawsze więc niewielki wzrost troponiny musi być przesłanką do przerwania immunoterapii. To jeden z najważniejszych tematów w kardioonkologii.

Jak często pojawia się kardiotoksyczność po immunoterapii?

Ostre zapalenie mięśnia sercowego – objawowe – występuje u około 1 proc. pacjentów. Nieco częściej zdarza się to w przypadku podwójnej immunoterapii lub jeśli jest ona dodatkowo skojarzona z lekami celowanymi czy z chemioterapią.

Ostre zapalenie mięśnia sercowego to jeden z problemów; jest jednak szereg innych objawów kardiologicznych związanych z immunoterapią. Jako osoba zajmująca się zakrzepicą, zdarzeniami zakrzepowo-zatorowymi, muszę zwrócić uwagę na ten aspekt. Immunoterapia często jest stosowana bardzo długo. Musimy liczyć się ze zwiększeniem ryzyka żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej: występuje ono u kilkunastu procent pacjentów, a w przypadku skojarzenia z chemioterapią (np. w raku płuca) ryzyko może dotyczyć ponad 20 proc. chorych. Immunoterapia może mieć też wpływ na rozwój miażdżycy. Toczy się wiele badań mających na celu odpowiedź, jak możemy chronić pacjentów przed zawałami serca i udarami mózgu.

Wiemy już, jak chronić pacjentów i ich monitorować?

Nie mamy jeszcze dowodów naukowych, na razie są to propozycje terapeutyczne, które sprawdzają się na małych populacjach. Dużo mówi się o statynach – powinny one działać bardzo korzystnie dzięki kontroli gospodarki lipidowej i korzystnemu wpływowi na blaszki miażdżycowe. Szukamy innych leków, które będą pomocne.

Zastanawiamy się też, jak powinno wyglądać monitorowanie pacjentów. Na pewno wersja minimum to ostrzeżenie pacjenta, że takie zdarzenia mogą wystąpić, oraz zlecenie mu całego panelu badań w kierunku określenia czynników ryzyka związanych z miażdżycą: pacjent musi być świadomy, że powinien kontrolować ciśnienie tętnicze, gospodarkę węglowodanową, lipidową. Zastanawiamy się też, czy powinno się rozważać kardioprotekcję nawet u pacjentów niemających czynników ryzyka. Pojawia się pytanie, czy np. statyny można wykorzystać w kardioprotekcji u pacjenta niemającego czynników ryzyka i miażdżycy, ale przyjmującego immunoterapię. Tego jeszcze nie wiemy. Na pewno, jeśli pacjent ma miażdżycę, hipercholesterolemię, to w przypadku stosowania immunoterapii odniesie korzyść ze stosowania statyn.

Wspomniał Pan o zapaleniu mięśnia sercowego skąpo objawowym: co zrobić, by „wyłapać” takich pacjentów na wczesnym etapie?

Mamy tu dwa problemy. Pierwszy: dotyczy diagnostyki różnicowej - czy jest to faktycznie zapalenie mięśnia sercowego? Ostre zapalenie mięśnia sercowego zwykle występuje na początku stosowania immunoterapii, gdy dochodzi do aktywacji limfocytów T, które mogą wywoływać toksyczność z autoagresji. W przypadku leczenia długoterminowego immunoterapią nie mamy przekonania, czy faktycznie dochodzi do autoimmunologicznego zapalenia mięśnia sercowego. Mówimy o niewydolności serca, która wcale nie musi mieć przyczyny w autoagresji. Mamy coraz więcej pacjentów z zaostrzeniem niewydolności serca czy zaburzeniami rytmu serca; przyczyną nie musi być zapalenie mięśnia sercowego. Wówczas nie trzeba stosować kortykosterydów.

Drugi aspekt: kwestia wykorzystania badania troponiny. To badanie jest ważne i potrzebne na początku leczenia, szczególnie w przypadku stosowania podwójnej immunoterapii. W przypadku długotrwałego stosowania immunoterapii może dochodzić do niewielkiego wzrostu troponiny. Wiemy, że nie powinna to być jednoznaczna przesłanka do przerwania immunoterapii. Zastanawiamy się, czy powinna to być przesłanka do jakiejkolwiek kardiologicznej interwencji farmakologicznej, jeśli pacjent nie ma żadnych objawów.

Wciąż jeszcze więcej w kardioonkologii jest pytań niż odpowiedzi?

Jeśli chodzi o immunoterapię – to faktycznie: więcej jest pytań niż klarownych odpowiedzi. Jedna płaszczyzna jest czysto onkologiczna: kiedy powinniśmy przerwać immunoterapię? Dla pacjenta to bardzo poważna decyzja, nie powinniśmy tego robić zbyt pochopnie. Druga – jaka jest potrzebna interwencja kardiologiczna? Toczy się bardzo wiele badań w tym kierunku.

I tu dochodzimy do sedna: kardioonkologia powstała po to, żeby móc jak najbezpieczniej stosować leki onkologiczne i móc prowadzić leczenie onkologiczne, mimo że może ono powodować działania niepożądane?

Kardioonkologia to bardzo ważna i potrzebna dziedzina. Jej celem jest pomoc onkologom, hematologom, żeby czuli się bezpiecznie, stosując leczenie przeciwnowotworowe. Dlatego moim zdaniem najlepiej jest, jeśli kardiolodzy pracują wspólnie z onkologami, z hematologami, żeby onkolodzy i hematolodzy mogli liczyć na konsultację kardiologiczną, a kardiolog mógł jak najszybciej pomóc pacjentom. Jeśli wykrywamy, że jakiś aspekt kardiologiczny negatywnie wpływa na rokowanie pacjenta onkologicznego, to kolejnym krokiem powinno być myślenie, jak to zmienić.

Bardzo się cieszę, że w Polsce znalazły się osoby – jak prof. Beata Jagielska, dyrektor Narodowego Instytutu Onkologii, która zdecydowała o stworzeniu w NIO struktury organizacyjnej dedykowanej kardioonkologii - dziś jest to pododdział. Bardzo się cieszę, że mogę pracować w tym miejscu. Zawsze byłem osobą pracującą wśród onkologów, hematologów, jednak cieszę się, że w NIO taka struktura została wyodrębniona. Świat to docenia: za dwa lata będziemy organizować Światowy Kongres Kardioonkologii w Warszawie (Global Cardio-Oncology Summit 2028). Już w ubiegłym roku organizowaliśmy w NIO międzynarodową konferencję pod nazwą Summit on Cardio-Oncology Excellence. W tym roku robimy drugą edycję i również przyjadą do nas wybitni eksperci z Europy Zachodniej i USA, w tym liderzy z Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego, szef Międzynarodowego Towarzystwa Kardioonkologii i szef Sekcji Kardioonkologii w American College of Cardiology. Jako Polska bardzo mocno jesteśmy obecni na mapie światowej kardioonkologii.

Wrócę do Pana wyboru do władz Rady Kardioonkologii ESC. Jakie cele chciałby Pan realizować i jakie to może mieć znaczenie dla rozwoju kardioonkologii w Polsce? Czy Polska może stać się jednym z liderów kardioonkologii na świecie?

To jest moim marzeniem. Nasz ośrodek w Narodowym Instytucie Onkologii jest bardzo dobrze zorganizowany i jest już widoczny międzynarodowo. Niestety, patrząc szerzej obecnie tylko 93 Polaków jest zapisanych do Rady Kardioonkologii (na ponad 4 tys. członków). Mam nadzieję, że to się zmieni. Cieszę się, że Polskie Towarzystwo Kardiologiczne pochwaliło się moim sukcesem, myślę, że to wizerunkowo poprawi sytuację i wielu lekarzy kardiologów zauważy, że to jest dziedzina, w której powinniśmy być mocniej obecni. Chciałbym, by Polacy pokazywali się na arenie międzynarodowej. Mam poczucie, że w wyborach dostałem poparcie kolegów z Europy Zachodniej, bo inaczej matematycznie nie byłoby możliwe, żebym został wybrany. To bardzo nobilitujące dla Polaka. Jednak głosowali też koledzy z Europy Środkowej i Wschodniej, dlatego mam nadzieję, że kardioonkologia w naszym regionie będzie się rozwijać. Mam nadzieję, że będę w tym zakresie aktywnym ambasadorem.

Chciałbym budować pomost między kardiologami i onkologami oraz hematologami, żeby w wielu miejscach w Polsce, Europie i na świecie powstały takie struktury jak w NIO: gdzie kardiolog jest blisko onkologa. Mam nadzieję, że to się uda. Jestem kardiologiem i onkologiem, od 20 lat pracuję wyłącznie w ośrodkach hematologicznych i onkologicznych. Myślę, że zostało docenione to, że nie pracuję w dużej klinice kardiologicznej, do której zwracają się o pomoc onkolodzy niejako z zewnątrz, tylko że jestem na co dzień pomiędzy onkologami i hematologami. Walczę o pacjenta razem z nimi. Myślę, że mój wybór do władz Rady Kardioonkologii ESC to głos na rzecz kardiologa będącego na pierwszej linii frontu, pracującego ramię w ramię z onkologami i hematologami.

Jak ocenia Pan dziś rozwój kardioonkologii w Polsce? Czy pacjenci onkologiczni i hematoonkologiczni mają możliwość konsultacji z kardiologiem?

Jest to mocno zróżnicowane. Mam to szczęście, że dyrektor prof. Beata Jagielska włączyła mnie do struktury Krajowej Sieci Onkologicznej. Mamy powołaną grupę roboczą ds. kardioonkologii, zrzeszającą przedstawicieli wszystkich wojewódzkich ośrodków onkologicznych. Cyklicznie się spotykamy, rozmawiamy, jak poprawić sytuację. Obecnie praktycznie w każdym wojewódzkim ośrodku onkologicznym jest grupa kardiologów, którzy mają dostęp do dobrej diagnostyki, możliwość zlecania badań. Teraz musimy dążyć do ideału: chcielibyśmy zdefiniować, jak optymalnie w każdym ośrodku zorganizować poradnię kardioonkologiczną, by pacjent onkologiczny miał możliwość jak najszybszej konsultacji z kardiologiem, nie tylko w wojewódzkich ośrodkach onkologicznych.

Drugim wyzwaniem jest edukacja – nadal wiedza na temat kardioonkologii nie jest optymalna: chcemy prowadzić cyklicznie szkolenia, szczególnie dla kardiologów zatrudnionych w ośrodkach onkologicznych. Zaprosiłem do prowadzenia szkoleń prof. Ewę Lewicką, przewodniczącą Sekcji Kardioonkologii PTK, ponieważ powinniśmy zintegrować nasze działania w zakresie szkoleń.

Już zauważam, jak dużo od mojego wyboru zmieniło w Polsce, widzę chęć współpracy. To postrzeganie zmienia się wraz z sukcesem innego Polaka – to jest budujące. Przede wszystkim bardzo się cieszę ze wsparcia w NIO, jestem bardzo zbudowany postawą pani dyrektor Beaty Jagielskiej, która jest też bardzo otwarta na możliwości współpracy międzynarodowej. Mam też wsparcie Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego: bardzo się cieszę, że prof. Marek Gierlotka – Prezes PTK mocno nas wspiera. Polska jest dużym krajem, PTK jest dużym towarzystwem naukowym, powinniśmy wieść prym w kardioonkologii europejskiej. Myślę, że to jest możliwe i bardzo liczę na współpracę z PTK.

Podczas kongresu ESC Cardio-Oncology w Wiedniu dużo mówiono też o roli sztucznej inteligencji. Czy dzięki AI łatwiej będzie można przewidzieć kardiotoksyczność i poprawić bezpieczeństwo leczenia?

Nadzieje związane z AI są ogromne. Na najbliższym światowym kongresie, który odbędzie się w USA, będzie temu poświęcona cała sesja. Mamy coraz więcej pacjentów po chorobie nowotworowej, tzw. ozdrowieńców. Naszym zadaniem jest uchronić ich przed późną toksycznością po leczeniu. Sztuczna inteligencja może bardzo nam w tym pomóc.

Drugi aspekt – w przypadku długoterminowego leczenia przeciwnowotworowego warto wykorzystać AI do wczesnego przewidywania i raportowania toksyczności, także kardiotoksyczności. Kolejny aspekt dotyczy stratyfikacji pacjentów przed leczeniem przeciwnowotworowym. Chcielibyśmy wiedzieć, który pacjent rozwinie kardiotoksyczność. My również w NIO rozpoczęliśmy tego typu projekty, m.in. związane z echokardiografią i zapisem EKG, by AI pomagała nam przewidzieć, czy dyskretne zmiany, które się pojawiają, mogą iść w złym kierunku.

Jak sądzi Pan, jak będzie wyglądała kardioonkologia za 10 lat?

To bardzo trudne pytanie i trochę boję się na nie odpowiadać, bo gdy pomyślę, jak kardioonkologia wygląda dziś i jak to wyglądała 10 lat temu, a jak 20 lat temu, gdy trafiłem pierwszy raz na onkologię, przypominam sobie, jakie słyszałem komentarze…

Były negatywne…

„Po co ja tam idę”, „to zbędna aktywność” – bardzo długo zderzałem się z takimi poglądami. Dziś jest zupełnie inaczej, coraz mocniej rozmawiamy o praktycznej kardioonkologii. W ostatnich latach pojawiają się nowe leki onkologiczne, o bardzo ciekawym mechanizmie działania, ale nie oznacza to, że będą one pozbawione wpływu na układ sercowo-naczyniowy. Myślę, że będziemy przeżywać kolejne fascynacje nowymi mechanizmami działania leków, ale też będziemy musieli stawić czoła toksyczności sercowo-naczyniowej.

Widzę, jak ambitnie koledzy z Zachodu podchodzą do kardioonkologii; chciałbym, żebyśmy byli w tym obecni jako Polacy. Bardzo liczę na młodych kardiologów, którzy są za pan brat z narzędziami informatycznymi, mają wszystkie atuty, by nawiązywać relacje międzynarodowe i uczestniczyć w międzynarodowych badaniach.

Partnerzy
BeOne
Swixx
Novartis
Takeda